„Kryptowaluty dla zabieganych” a wyzwania współczesnego świata – wywiad z Michałem Zajdą

23 listopada 2022, 19:06
Aktualizacja Jakub Dziadkowiec
24 listopada 2022, 09:33
W SKRÓCIE
  • Kopanie Bitcoina posiada wiele proekologicznych aspektów i jest planem bazowym wielu firm ekologicznych.
  • Ekonomia „na zachętę” to zupełnie przeciwieństwo panującej obecnie ekonomii „na żądanie”.
  • Płynna demokracja to koncepcja, która można stosunkowo łatwo zrealizować w blockchainie.
  • promo

Rewolucja cyfrowa zmieniła nasze postrzeganie wszystkiego: pieniędzy, własności, ekologii, demokracji czy relacji społecznych. Umożliwiła też powstanie technologii blockchain i kryptowalut.

O tych i wielu innych dziedzinach życia BeInCrypto Polska rozmawia z Michałem Zajdą. Jest to twórca jednego z blockchainów nowej generacji, polski informatyk z Doliny Krzemowej i autor książki „Kryptowaluty dla zabieganych”, o której premierze niedawno pisaliśmy.

Pieniądze jako technologia

BeInCrypto Polska (BIC): Czy Twoja książka jest książką o pieniądzach? „Kryptowaluty dla zabieganych” – tytuł sugeruje waluty, a waluty to pieniądze. Może to po prostu kolejna książka o pieniądzach i inwestowaniu?

Michał Zajda (MZ): Właściwie to książka chce uciec od tej tematyki – odjeść od powierzchownego patrzenia na kryptowaluty przez pryzmat pieniądza. Jedną z myśli przewodnich mojej książki jest traktowanie pieniędzy jako technologii.

/Powiązane artykuły

Więcej artykułów

BIC: Fakt – zaznaczałeś to już we wstępie i pierwszym rozdziale. O pieniądzu chciałeś pisać tylko tyle, ile jest konieczne. Skoro nie piszesz dużo o pieniądzach, to o czym przeczytamy na ponad trzystu stronach twojej książki?

MZ: „Kryptowaluty dla zabieganych” są przede wszystkim o blockchainie – informatycznym silniku napędzającym wszystkie kryptowaluty. Przy czym od pieniądza w tej książce zupełnie nie da się odejść. Pieniądze są ważne w życiu każdego z nas. I to właśnie wizja pieniądza – ale innego niż ten „klasyczny” – sprawiła, że anonimowy twórca o pseudonimie Satoshi Nakamoto napisał przełomową pracę, w której wynalazł Bitcoina.

Pieniądz stoi zatem u podstaw całej nowej koncepcji, jaką są kryptowaluty. Okazuje się przy tym, że zasady, które pozwoliły Satoshiemu Nakamoto stworzyć ten nowy, lepszy pieniądz, przydają się w wielu innych dziedzinach życia. Chciałem jak najszerzej przedstawić czytelnikowi wiele z tych dziedzin i jak je można za pomocą technologii kryptowalutowych ulepszyć.

“Kryptowaluty dla zabieganych”: kopanie Bitcoina

BIC: Zanim jednak przechodzisz do tej szerokiej tematyki, wyjaśniasz, na czym polega to całe osławione kopanie kryptowalut i do czego jest potrzebna ta olbrzymia moc obliczeniowa. Kopanie w świecie rzeczywistym ma dosłowne znaczenie: kopiemy i wydobywamy węgiel lub złoto. Kopanie w świecie wirtualnym jest dla przeciętnego człowieka zupełnie nieintuicyjne. Co więcej „przepalany” na nie prąd to zmora ekologów i nie tylko.

MZ: Kopanie Bitcoina… Tak, w książce pojawia się kopanie, pojawiają się transfery, pojawia się przenoszenie wartości w blockchainie. Najprościej, jak potrafię, wyjaśniam, jak to wszystko działa i na czym w istocie polega. I tak naprawdę to są najbliższe mi tematy. Są to zagadnienia techniczne, a ja wywodzę się ze świata technologii informatycznych.

Natomiast samo kopanie i jego aspekty ekologiczne bardziej jednak rozbudzają wyobraźnię niż stanowią rzeczywisty problem ekologiczny. To też staram się w książce wyjaśnić. I nadać poprawny kontekst całej tej dyskusji.

Kryptowaluty dla zabieganych. Wolumen obrotu akcjami wydobywczymi Bitcoina spadł do rekordowo niskiego poziomu

NFT i nowy akt własności

BIC: Zanim jednak przejdziemy to kwestii stricte ekologicznych, powiedzmy może jeszcze dwa słowa o innym terminie ze świata kryptowalut, który zdołał się przebić do zbiorowej świadomości. Chodzi mi o NFT, czyli te wszystkie małpy, miśki i inne grafiki, które można sobie kupić za ciężkie, kryptowalutowe pieniądze.

MZ: Tak – o NFT też oczywiście piszę w „Kryptowalutach dla zabieganych”. To zupełnie nowe pojęcie, które przyszło do nas wraz z kryptowalutami i blockchainami. To dobre miejsce, by nawiązać do kolejnego powodu napisania tej książki. Chodzi o złe zrozumienie w popkulturze i mainstreamie pojęć, które są związane z kryptowalutami.

Podobnie jak wyjaśniam kopanie – jak działa i po co w ogóle jest potrzebne – tak samo staram się wyjaśnić NFT. Bo przecież NFT to nie są tylko awatary małp, zdjęcia i wielomilionowe transakcje za obrazek. NFT to prototyp nowego aktu własności. W przyszłości stertę papierów dokumentującą nasz stan posiadania będziemy przecież musieli wymienić na coś nowego, nowoczesnego. Natomiast NFT adresuje dokładnie ten problem.

Nowy system notarialny w Gruzji

BIC: No właśnie! Wśród wielu przykładów, jakie opisujesz w swojej książce, znalazłem bardzo ciekawy, dotyczący NFT. W Gruzji system aktów własności jest oparty o blockchain i NFT. Znacząco upraszcza i przyspiesza to wszelkie notarialne procedury prawne. Jednocześnie jest równie – jeśli nie nawet bardziej – bezpieczne, jak tradycyjne wpisy w księgach wieczystych.

MZ: Tak, gruzińskie rozwiązanie jest co najmniej równie bezpieczne jak tradycyjne. Nie jest wcale myślenie życzeniowe czy jakieś wymysły. W raporcie OECD Gruzja plasuje się bardzo wysoko – bo na czwartym miejscu – w rankingu łatwości i jakości obrotu nieruchomościami.

Trzeba tu zauważyć, że blockchain to zestaw narzędzi, kolejny krok w rozwoju oprogramowania. W Gruzji wykorzystano go do stworzenia nowszego systemu notarialnego i systemu ksiąg wieczystych, który daje obywatelom olbrzymią funkcjonalność. A NFT – co do samego pomysłu – jest czymś zupełnie nowym.

Co więcej, NFT może nam pomóc z nowymi problemami. Chodzi mi tu na przykład o metaverse – świat wirtualny „równoległy” do naszej rzeczywistości. No bo jak zagwarantować, żeby po naszym wylogowaniu się z metaverse ktoś nie skopiuje naszego awatara i nie zacznie nas udawać? Do tego właśnie potrzebujemy systemu kryptograficznego, który nas zabezpieczy przed takimi przestępstwami i zagrożeniami w przyszłości.

Blockchain zatem może nie tylko wspierać rozwiązania „z przeszłości”, jak chociażby wspomniane księgi wieczyste i być ich następną generacją: lepszą, szybszą, bezpieczniejszą i łatwiejszą w obsłudze. Może też – patrząc w przyszłość – stanowić osnowę wielu innowacji. Byłyby one trudne w realizacji, gdybyśmy nie dysponowali zapewnianym przez blockchain poziomem bezpieczeństwa.

“Kryptowaluty dla zabieganych”: Odczarowanie małp

BIC: To bardzo dobrze, że w swojej książce „odczarowujesz” NFT, które przeciętnemu człowiekowi kojarzy się z czymś bardzo niepoważnym.

MZ: Owszem. Jednak tu muszę powiedzieć, że osobiście w pełni się zgadzam się z krytyką „popkulturowego” aspektu NFT. NFT było używane do spekulacji – co nigdy nie jest pożądane. To zła strona sławy tej z gruntu słusznej i dobrej koncepcji.

BIC: No ale opisane w twojej książce „Znudzone Małpy” osiągają kosmiczne ceny i faktycznie można na nich zarobić.

MZ: Jasne, ale właściciel „Znudzonej Małpy” zarobi na tym, na co to NFT „wskazywało”. Nie zarobi na tym, z czym wiąże się ta własność. „Znudzone Małpy” to nie tylko grafika – to także członkostwo w elitarnym internetowym klubie. I rzeczywiście ich wysoka cena jest uzasadniona.

A mieliśmy przecież do czynienia z tysiącami oszustw, kiedy to influencerzy tworzyli przypadkowe obrazki, przypadkowe kolekcje. Chcieli wybić się na sławie „Znudzonych Małp” i sprzedawali swoje wątpliwej wartości produkty. Takie NFT raczej nie przyniosą zysków w przyszłości. To tak jak z obrazami. Obraz Picassa jest wartościowy, bo jest obrazem Picassa. Natomiast moje obrazy – gdybym je stworzył – nigdy wartościowe nie będą.

Justin Bieber traci ponad 1,2 mln USD na swoim Bored Ape NFT

Ekologia Bitcoina

BIC: Bardzo często dyskutowanym aspektem kryptowalut jest ekologia. Wiele osób narzeka, że kryptowaluty są nieekologicznie, bo zużywają bardzo dużo prądu. Co więcej – ten prąd ich zdaniem nie jest zużywany na nic przydatnego, jest po prostu „przepalany”.

Chyba najobszerniejszy rozdział twojej książki jest poświęcony bardzo ciekawej dyskusji na temat ekologii kryptowalut. Na przykład, jak się ona ma do ekologii klasycznego systemu bankowego, który przecież też wymaga energii. Jak to jest z tym „przepalaniem” prądu?

MZ: Tak, ten rozdział jest obszerny, bo ekologia jest dla mnie bardzo ważna. Przede wszystkim musimy zadbać o poprawny kontekst całej tej dyskusji. Prądożerne kopanie kryptowalut to składowa systemu Bitcoina, który stanowi jedną trzecią rynku krypto. Więc jeśli ktoś ma ekologiczny niepokój związany z kopaniem, to już na wejściu problem ten staje się trzy razy mniejszy.

Czym tak naprawdę jest to kopanie? Kopanie to używanie mocy obliczeniowej do ustabilizowania sieci Bitcoin. Właściwie dotyczy ono wyłącznie Bitcoina, gdyż pozostałe sieci kryptowalutowe stosujące kopanie mają ułamkowy udział w runku.

Czy kopanie jest rzeczywiście aż takie złe z punktu widzenia ekologii? Czy jest się czego obawiać? Jak najlepiej porównać ekologię Bitcoina z ekologią systemu bankowego? Istnieje wiele raportów ważnych organizacji, takich jak Europejski Bank Centralny, FED, Bank Rozrachunków Międzynarodowych, które podjęły próbę oszacowania, ile energii zużywa Bitcoin, a ile system bankowy.

Czytając te raporty zauważyłem, że nie dość, iż się wzajemnie wykluczają, to jeszcze są co najmniej niepełne i dość jednostronnie patrzą na problem. To jednostronne spojrzenie jest później powielane w mediach. Autorzy wspomnianych raportów nie biorą na przykład pod uwagę, że blockchain i funkcjonujące w jego ramach smart kontrakty, które oferują bardzo podobną funkcjonalność co banki, nie mają – w przeciwieństwie do banków – pracowników.

Natomiast banki zatrudniają setki tysięcy pracowników, którzy muszą dojechać do siedzib, a te z kolei też są bardzo energochłonne. Posiadają systemy monitoringu, oświetlenie, ogrzewanie – słowem: cała infrastruktura bakowa dzień w dzień wymaga energii. Te czynniki nie wiedzieć czemu nie są zawarte w raportach porównujących energochłonność tradycyjnego systemu finansowego w zestawieniu z Bitcoinem.

Co więcej, wspomniane raporty nie uwzględniają dobrej strony zużycia prądu przez Bitcoina. Okazuje się bowiem, że Bitcoin często jest bazowym biznesplanem wielu inwestycji ekologicznych. Na przykład: wiele elektrowni, które generują prąd z odnawialnych źródeł, nie ma dla niego odbiorców przez cały rok. Gdyby nie Bitcoin, który może pobierać prąd, działając niejako w tle, byłyby one nierentowne i w ogóle by nie powstały. Można więc powiedzieć, że kryptowaluty popychają rewolucję ekologiczną.

Innym błędnym poglądem jest ten, jakoby Bitcoin konkurował o energię ekologiczną z odbiorcami detalicznymi. To nieprawda. Bitcoin ma bardzo dobry miks energetyczny – ponad połowa zużywanej przez niego energii pochodzi z OZE. I to najczęściej pobierana jest ze wspomnianych ekologicznych elektrowni, które z kolei powstają tam, gdzie nie ma skupisk ludzkich. Bardzo często w ich pobliże z ośrodków miejskich migrują centra danych, uwalniając konsumowaną przez siebie energię dla mieszkańców miast.

Jak widać, to bardzo złożony problem, z wieloma współzależnościami, o których zawsze trzeba pamiętać, chcąc rzetelnie rozmawiać o ekologii kryptowalut. W innym przykładzie w „Kryptowalutach dla zabieganych” piszę o Norwegii, w przypadku której udział energii odnawialnej w kopaniu Bitcoina jest stuprocentowy. Norwegia ma też relatywnie spory udział w stabilizacji sieci Bitcoina. Obecnie jest to około jednego procenta. Do tego w Norwegii nie dość, że używamy czystej energii do zasilania koparek bitcoinowych, to jeszcze ciepło, które one wydzielają, jest wykorzystywane do osuszania drewna w tartakach!

Smartcity i ekonomia „na zachętę”

BIC: To właśnie – mówię tu o ekologii kryptowalut – było dla mnie wielkim odkryciem w twojej książce. Pewnie stąd wzięła się jej nieco prowokacyjna okładka, która w swojej symbolice jest bardzo proekologiczna. Odnawialne źródła energii, rowery, samochody elektryczne, przyroda – a wszystko to „spina” blockchain.

Kolejnym odkryciem było to, jak można wykorzystać blockchain do wprowadzenia proekologicznych zachęt w życiu obywateli zamieszkujących miejskie aglomeracje. Jak wiadomo zachęty działają lepiej niż nakazy i zakazy. Smartcity – inteligentne miasto – jemu też jest poświęcony cały rozdział twojej książki.

MZ: Blockchain to moim zdaniem najciekawsza, najłatwiejsza i najszybsza ścieżka do wygodnej i ekologicznej przyszłości w inteligentnych miastach. Dwie konkretne cechy blockchaina powodują, że się świetnie nadaje do obsługi ich infrastruktury.

Po pierwsze – programiści systemów miejskich nie muszą dbać o to, by tworzone przez nich oprogramowanie było wzajemnie kompatybilne. Wystarczy, że będą przestrzegać tych samych reguł i zasad, a blockchain zapewni wspólną platformę komunikacji między różnymi składowymi infrastruktury. Dzięki temu miasto może się harmonicznie rozwijać.

Po drugie – blockchain na tej swojej „wspólnej platformie” spina fizyczny świat, czyli na przykład prąd do ładowania naszego samochodu, inteligentne sugestie dłuższej, ale rozładowującej korki trasy, korzystanie z komunikacji miejskiej i tak dalej – z ekonomią, z pieniądzem. Korzystając z blockchaina nie musimy się rejestrować w dziesięciu różnych portalach, korzystać z dziesięciu różnych kart czy aplikacji. Posługujemy się jedną i tą samą walutą.

Dalej system automatycznie promuje nasze proekologiczne zachowanie, zachęcając do niego różnymi benefitami. Ekonomia „na zachętę” to zupełnie przeciwieństwo panującej obecnie ekonomii „na żądanie”. Zrób coś teraz, a coś za to dostaniesz. Jak to działa – ze szczegółami i na przykładach opisuję w swojej książce.

Płynna demokracja

BIC: Rozmawialiśmy do tej pory o codziennym życiu. Tymczasem z lektury twojej książki dowiedziałem się, że blockchain może wspomóc także coś bardziej abstrakcyjnego. Przykładowo może katalizować inicjatywy społecznie, a także… Naprawić demokrację. Płynna demokracja – koncepcja opisana w twojej książce – to naprawdę świetny pomysł na uzdrowienie systemu politycznego. Wciąż zadaję sobie pytanie: dlaczego tego jeszcze nie wprowadzono?

MZ: Czuję się nadal młodym człowiekiem i z tej perspektywy system polityczny, w którym żyję, jest dla mnie jedną wielką zagadką. Nie rozumiem, jak w XXI wieku – wieku komputerów i systemów informatycznych – całe nasze państwo jest rządzone za zamkniętymi drzwiami.

Cyrkulacja pieniądza w budżecie, niejasne relacje między państwowymi spółkami. Przecież to są nasze pieniądze, to my jesteśmy obywatelami składającymi się na państwo i powinniśmy widzieć, co się z naszymi środkami dzieje. Tymczasem otrzymujemy niepełne, cząstkowe informacje, i to tylko wówczas, kiedy ich zażądamy.

Płynna demokracja adresuje część problemów, z jakimi mierzy się demokracja we współczesnym świecie. W swojej książce opisałem, jak płynna demokracja może być skutecznym narzędziem do walki z populizmem i manipulacjami, które są wszechobecne w mediach. Te z kolei działają dziś zupełnie inaczej niż dekady temu: mamy nowe zagrożenia, farmy trolli, fałszywe konta, fałszywe osobowości głoszące nieprawdziwe polityczne opinie. Dziś bardzo łatwo wpłynąć na nasze zdanie i nasze poglądy polityczne.

Płynna demokracja – koncepcja, która można stosunkowo łatwo zrealizować w blockchainie – to coś pomiędzy republiką, a dawną bezpośrednią demokracją. U zarania demokracji – na przykład w Atenach – każdy obywatel płci męskiej mógł głosować nad każdą sprawą dotyczącą miasta. Obecnie demokracja bezpośrednia z kilku powodów nie jest możliwa. Mamy więc ustrój republikański, w którym wybieramy reprezentantów, którzy tworzą parlament i przez cztery lata głosują w nim w naszym imieniu.

Płynna demokracja wprowadza częściową republikę – wybieramy naszych przedstawicieli na dowolny czas i do konkretnych spraw. Przekazujemy im swój głos. W blockchainie – transparentnej bazie danych – możemy sprawdzać, czy postępują zgodnie z naszą wolą. To demokracja 2.0, kolejna wersja demokracji skrojona na potrzeby XXI wieku. Tak jak wcześniej – po szczegóły odsyłam do mojej książki „Kryptowaluty dla zabieganych”.

Nie inwestuj w kryptowaluty!

BIC: Mam nadzieję, że kiedyś doczekamy takiej właśnie wersji demokracji. Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do pieniędzy. W swojej książce – trochę ku mojemu zdziwieniu – odradzasz inwestowanie w kryptowaluty.

MZ: Odradzam, bo „Kryptowaluty dla zabieganych” to książka o kryptowalutach, a nie o inwestowaniu. Inwestowanie wymaga wiedzy i doświadczenia inwestycyjnego. Inwestycje to ważna część naszego życia, ale przecież mało kto rozpoczyna inwestowanie od rynków kapitałowych.

Zresztą bardzo często zupełnie niesłusznie porównuje się rynek kapitałowy do rynku kryptowalutowego. Na rynku kapitałowym kupujemy akcje przedsiębiorstw, które działają i które przynoszą udziałowcom dochody. Natomiast podobnie wyglądające oferty na rynku kryptowalutowym często dotyczą przedsiębiorstw w fazie pomysłu, w fazie prototypu. Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę – a to przecież zasadnicza różnica.

BIC: Czyli jednym słowem: burzysz mit, że kryptowaluty to łatwa i szybka droga do wzbogacenia się.

MZ: Tak. Napisałem tę książkę również i po to, by zapobiec kolejnym ludzkim dramatom, związanym z utratą oszczędności całego życia. Kiedy słyszymy, że możemy coś kupić tanio, a potem sprzedać to szybko i drożej, powinniśmy się zawsze bardzo krytycznie przyjrzeć takiej ofercie.

Dotyczy to też kryptowalut. I mam nadzieję, że intuicja, jaką czytelnik wyrobi sobie po przeczytaniu mojej książki, podpowie mu, że takie sytuacje są praktycznie niemożliwe, albo co najmniej obarczone bardzo dużym ryzykiem.

Kryptowaluty dla zabieganych i pieniądze

Zła sława kryptowalut

BIC: Mówiliśmy o wielu zaletach kryptowalut. Ekologia, smartcity, demokracja – to tylko przykłady. W książce piszesz o wielu innych sprawach – jak chociażby o korzyściach z decentralizacji finansów, ochronie zdrowia wspomaganej blockchainem czy o śledzeniu łańcuchów dostaw. Dlaczego zatem w społeczeństwie kryptowaluty mają taką złą sławę?

MZ: Wydaje mi się, że w publicznej dyskusji o kryptowalutach dominują mity. Mity o rzekomej przestępczości w świecie kryptowalut, choć przecież w blockchainie nie ma dobrego środowiska do jej rozwoju. Mity o tym, że kryptowaluty są nieekologiczne. I wiele innych mitów. Do tego dochodzą jeszcze relacje osób, które na kryptowalutach straciły zamiast zyskać.

To wszystko przechyla szalę publicznego dyskursu na niekorzyść kryptowalut. Swoją książką chciałbym to zmienić. W szczególności chciałbym przekazać czytelnikom wiedzę o głębszym znaczeniu kryptowalut i blockchaina oraz o tym, na jak wiele dziedzin ta technologia może pozytywnie wpłynąć.

“Kryptowaluty dla zabieganych”: Zapobiec pesymizmowi

BIC: Książkę „Kryptowaluty dla zabieganych” zadedykowałeś swoim dzieciom. Napisałeś, że masz nadzieję, że kiedy dorosną, spełnią się wszystkie optymistyczne scenariusze, które w niej przedstawiasz. O niektórych z nich właśnie porozmawialiśmy. A jakie są te pesymistyczne?

MZ: Właściwie chodziło mi o pesymistyczne scenariusze, jak może się potoczyć nasze życie. Boję się na przykład o przyszłość demokracji, zagrożoną obecnie fake newsami i farmami trolli.

Pesymistyczny scenariusz to także utrata kontroli nad naszymi oszczędnościami i wolności dysponowania naszymi własnymi pieniędzmi. To także coraz większa liczba formalności przy zakupie i sprzedaży mieszkania.

Każda z tych dziedzin może się rozwinąć w dobrym lub niepożądanym kierunku. Wszystko zależy od tego, jak sprostamy wymaganiom nowej rewolucji – tym razem cyfrowej.

BIC: Dziękuję za rozmowę.

– – –

Michał Zajda

Polski informatyk, weteran Doliny Krzemowej. Autor książki “Kryptowaluty dla zabieganych”. Karierę zawodową rozpoczął od opanowania niszowej technologii Erlang wywodzącej się ze szwedzkich laboratoriów firmy Ericsson. Kilka lat pracował w Dolinie Krzemowej. Architekt, programista i menedżer jednego z pierwszych blockchainów nowej generacji. Obecnie ma firmę, która zajmuje się pracami badawczo-rozwojowymi oraz architekturą skalowalnych systemów informatycznych. Specjalizuje się w algorytmach konsensusu w sieciach publicznych.

Wyjaśnienie

Wszystkie informacje zawarte na naszej stronie internetowej są publikowane w dobrej wierze i wyłącznie w ogólnych celach informacyjnych. Wszelkie działania podejmowane przez czytelnika w związku z informacjami znajdującymi się na naszej stronie internetowej odbywają się wyłącznie na jego własne ryzyko.