Chciał zapewnić bliskim „kryptowalutową emeryturę”, a w zamian otrzymał pretensje i groźby. Marek Porwoł, znany w środowisku polski inwestor, opublikował szczerą historię o tym, jak darmowe doradzanie niszczy relacje. Jego historia to brutalna lekcja o tym, dlaczego ludzie ignorują darmowe pieniądze i dlaczego edukacja finansowa musi kosztować.
Mówią, że liczy się gest. Tylko tym razem, to nie starczyło.
SponsoredPomaganie bliskim nie zawsze jest dobre?
Marek Porwoł, aktywny w mediach społecznościowych polski inwestor, postanowił publicznie opowiedzieć o latach edukowania swojego otoczenia. Jego wpis to przypadek pokazujący, że dobre chęci nie zawsze wygrają z ludzką chciwością i brakiem cierpliwości.
Wszystko zaczęło się jeszcze w 2015 roku, gdy Porwoł namawiał rodzinę i znajomych do realizacji konkretnego, długoterminowego celu: zgromadzenia minimum 1 BTC, 10 ETH, 100 LTC oraz 100 000 DOGE. Plan był prosty – kupić i zapomnieć na kilka lat. Stworzył darmową grupę, w której edukował bliskich i wszystko im wyjaśniał.
Kryzys nadszedł po 2019 roku. Gdy kurs Bitcoina runął do poziomu 4000 dolarów, telefon Porwoła rozgrzał się do czerwono. Zamiast pytań o strategię, polski inwestor otrzymywał wiadomości pełne żalu, pretensji, a nawet gróźb. Znajomi, którzy wchodzili w rynek na górce, wpadali w panikę. Mieli pretensje, że nie otrzymali sygnału do sprzedaży, choć strategia od początku zakładała “HODL”, czyli trzymanie aktywów niezależnie od wahań kursu.
Porwoł punktuje też inną cechę początkujących: lenistwo połączone z podejrzliwością. Wspomina, jak organizował akcje zbierania darmowych kryptowalut. Większość znajomych ignorowała te “drobne”, a samego autora oskarżała o bycie “naganiaczem”, który chce zarobić na linkach referencyjnych. Gdy on konsekwentnie dokupował Bitcoina w dołku, stosując metodę DCA, oni sprzedawali ze stratą, pukając się w czoło, że dokłada do interesu.
Gdy trzeba zapłacić, pojawiają się wyniki
Momentem zwrotnym okazało się wprowadzenie opłat. Zmęczony roszczeniową postawą otoczenia, polski inwestor odciął się od “darmowych doradców” i stworzył zamkniętą grupę, gdzie wstęp kosztował symboliczne wówczas 250 dolarów w BTC rocznie. Efekt? Obrażeni znajomi zerwali kontakt, zarzucając mu, że “od hajsu mu odbiło” i że wiedza w internecie jest za darmo. Jednak to właśnie ci, którzy zapłacili, zyskali najwięcej.
Kiedy w 2021 roku Bitcoin przebił barierę 60 000 dolarów, ci sami krytycy milczeli. Tymczasem w płatnej grupie Porwoła – jak sam twierdzi – wyrosło kilkunastu milionerów. Wniosek płynący z tej historii jest brutalny: darmowa wiedza nie działa, ponieważ brak presji związanej z opłatą nie generuje presji do trzymania się planu.
Dziś Marek Porwoł stawia sprawę jasno: jego celem jest tworzenie samodzielnie myślących jednostek, a nie prowadzenie za rękę tych, którzy oczekują zysków bez wysiłku i ryzyka.
Aby zapoznać się z najnowszą analizą rynku kryptowalut od BeInCrypto, kliknij tutaj.